Witajcie, kochani! Dziś dzielę się z Wami świeżymi wrażeniami z mojego zabiegu w Janet Cosmetic Studio. Jak wiecie, mam cerę naczynkową i skrajnie wrażliwą, więc każda nowość musi przejść egzamin delikatności. Dlatego zaufałam mojej kosmetolog, pani Żanecie Siwińskiej, która przygotowała dla mnie trzyetapowy program: oczyszczanie wodorowe, infuzję tlenową z ampułką z karczocha oraz naświetlanie światłem LED.

Od lat walczę z rumieniem i „pajączkami”, a już samo wyjście z chłodu do ciepłego sklepu kończy się purpurą jak u dojrzałego pomidora. Szukam więc metod, które naprawdę wzmacniają naczynka, a nie tylko chwilowo je maskują. Ten zestaw to przemyślany plan – nowoczesna aparatura w rękach doświadczonej kosmetolog.

Oczyszczanie wodorowe

Ten etap był jak oddech górskiego powietrza. Aktywny wodór w strumieniu wody wnika głęboko w pory i neutralizuje wolne rodniki. Procedura jest chłodna, bez mechanicznego tarcia i drażniących kwasów. Już po pierwszym przejechaniu głowicy skóra była gładsza i wyraźnie ukojona. Moduł trwał około dwudziestu minut i obejmował detoksykację, oczyszczanie oraz wprowadzanie substancji łagodzących, dzięki czemu rumień nie zdążył nawet „zapłonąć”. Urządzenie ma certyfikat medyczny i filtruje wodę na bieżąco; w odczuciu przypomina to lekki prysznic mgiełką.

Infuzja tlenowa z ampułką z karczocha

Kolejny krok to prawdziwy zastrzyk energii. Pod ciśnieniem wtłaczany jest czysty tlen z koktajlem z ekstraktu z karczocha, bogatego w cynarynę, która wzmacnia ścianki naczynek i koi mikrostany zapalne. Czułam lekkie, chłodne muśnięcia powietrza, a serum wchłonęło się błyskawicznie, zostawiając aksamitne wykończenie bez tłustej warstwy. Efekt nawilżenia pojawił się od razu – skóra wyglądała jak po weekendzie spa. Karczoch bywa niedoceniany, a szkoda, bo zawiera też inulinę i witaminę C, które rozjaśniają cerę bez podrażnień; po sesji miałam wrażenie, że skóra dosłownie „napiła się” do syta.

Naświetlanie światłem LED

Na deser – fototerapia. Pani Żaneta wybrała falę niebieską (ok. 415 nm), która działa antybakteryjnie, redukuje mikrostany zapalne i jednocześnie koi rumień, dlatego świetnie sprawdza się przy cerze naczynkowej i wrażliwej. Przez kilkanaście minut leżałam z zamkniętymi oczami, a nad twarzą pulsowało łagodne, chłodne, błękitne światło przypominające letnie niebo po deszczu. LED działa bezkontaktowo, więc nie narusza bariery hydrolipidowej i można go wykonywać nawet latem przy ochronie SPF. Po sesji rumień wyciszył się niemal natychmiast, a skóra wyglądała, jakby ktoś przefiltrował ją przez miękkie światło studyjne. Światło było tak kojące, że prawie zasnęłam – prawdziwy relaks dla cery i głowy jednocześnie.

Pierwsze efekty

Po całym protokole twarz była wyciszona, koloryt wyrównany, a naczynka mniej widoczne. Brak uczucia ściągnięcia, zero pieczenia, żadnych nowych „pajączków”. Wystarczyła lekka emulsja SPF 50 i mogłam od razu wrócić do codzienności – nawet kamera w vlogu pokazała uspokojoną skórę. Wieczorem, po zmyciu filtra, cera wciąż wyglądała świeżo, a rano obudziłam się bez porannego rumienia!

Co dalej?

Za dwa tygodnie planuję powtórkę, bo najlepsze rezultaty pojawiają się w serii trzech–czterech wizyt. Tymczasem opracowuję trzy oddzielne artykuły na temat:

Jeśli Wasza cera kaprysi tak jak moja i zastanawiacie się, czy warto zainwestować w ten zestaw, mówię: warto. Delikatność połączona z technologią działa zamiast drażnić. Pamiętajcie tylko, aby oddać się w ręce specjalistki, która rozumie potrzeby skóry naczynkowej – ja już taką mam w osobie pani Żanety Siwińskiej.

Dziękuję, że towarzyszycie mi w tej pielęgnacyjnej przygodzie. Podzielcie się w komentarzach swoimi doświadczeniami i wypatrujcie kolejnych postów!